Dodano: sobota 1 listopad 2008
jutro święto zmarłych,czas zadumy i pamięci…Pamiętajmy więc bo prawdziwą śmiercią jest niepamięć….zawsze będę pamiętać o tobie,i choć brzmi to banalnie życ będziesz w mojej pamięci…przyjacielu
jutro święto zmarłych,czas zadumy i pamięci…Pamiętajmy więc bo prawdziwą śmiercią jest niepamięć….zawsze będę pamiętać o tobie,i choć brzmi to banalnie życ będziesz w mojej pamięci…przyjacielu
Stało się już po wakacjach ,po lecie po opaleniźnie,po ćwiczeniach codziennych i w ogóle po jabłkach,a raczej to po jabłkach nie ,bo cały czas upycham je w słoikach jak jakaś cholerna spółdzielnia produkcji weków i innych przetworów domowych ,żeby się teściowej nie narazić.Do dziś pamiętam komentarze ,kiedy podczas niedzielnego obiadku proszonego na jaw wyszedł mój mały sekret i mamusia Trzeciego ze zgroza odkryła,iż zamiast domowego kompociku do popicia kotleta dostała sok (a może nektar)niby jabłkowy ,a tak naprawdę to z tego zwierzątka co kiedyś w telewizorze pan mówił,ze spore było.O nie więcej się nie narażę !Będę dzielnie upychać owoce ,żeby starczyło do wiosny ,przynajmniej na proszone obiadki z udziałem teściowej ,w końcu tyle jej zawdzięczam Przecież urodziła mi Trzeciego!
Nareszcie lato!Ciepło,gorąco nawet,żyć się chce bardzo mocno i w ogóle świat jest piękniejszy taki opalony.Lubię ten czas,dzieci mają wakacje,więc się ich nie czepiam,bo niby o co?Jedynek nie przynoszą ,nie muszą wcześnie wstawać (co ważniejsze ja też nie muszę),po prostu pełna idylla!Oczywiście do momentu wyjazdu na urlop,tak kochani z chwilą kiedy ja i Trzeci wpakujemy do auta dzieciaki zaczyna się taki mały rodzinny surwiwal.Każde z nas ma swój własny sposób czytania mapy(oczywiście mój jest lepszy ,prawda dziewczyny?),każdy wie kiedy należy skręcić ,z jaką prędkością jechać ,gdzie się zatrzymać i co tam ewentualnie zjeść.W takiej to oto miłej atmosferze dojeżdżamy wreszcie nad poczciwy polski Bałtyk (a jak!)i…tu dopiero zaczyna się akcja!
Są takie chwile w życiu kobiety, kiedy kolejny raz odkrywa, ze to chyba była pomyłka , a ten cały ślub i w ogóle instytucja, żartobliwie zwana małżeństwem jest grubo przereklamowana.Po prostu siadasz któregoś wieczoru z kawą na tarasie i zadajesz sobie pytanie stare jak damsko-męskie związki”A ,po jaką jasną cholerę ja się w to wplątałam”Właśnie sobie zadałam (to pytanie),a zamiast odpowiedzi przychodzą mi do głowy tylko inne pytania natury egzystencjalnej z cyklu „gdzie ja miałam oczy itp itd .No cóż dziś chyba nie poznam odpowiedzi,a jutro jutro moje panie….zacznę od nowa
Kochana mamo !Wiele przeszłyśmy razem i różnie nam się w życiu wiodło,ale bez względu na okoliczności zawsze cię kochałam i wiem ,że Ty kochałaś mnie .W jakimkolwiek teraz jesteś niebie niech Anieli przekażą moje życzenia z okazji Twego święta. Kocham Cię mamo i dziękuję za to, że byłaś ,że Ty mnie kochałaś,że dałaś mi życie
Dziś sobota ,a ja uświadamiam sobie ,że nie mam znajomych ,do których mogłabym pójść.Ci ,których lubię ,,ciagną nadgodziny,albo wyjechali do Irlandii Szkocji ,czy innej zagranicy.co się dzieje z tym krajem i ludźmi w nim mieszkającymi?W latach 80-tych wyjeżdżano z powodów politycznych, to rozumiem ,ale za kasą????Sorry ,tego ni cholery nie jestem w stanie pojąć.Sama nie mam jej dużo(tej kasy),ale jestem U SIEBIE ,raz ktoś z moich bliskich spróbował i wiem że „my nie chcemy uciekać z tond”…
Czy spotkaliście się kiedyś z niekontrolowaną agresją? Mnie się to przytrafiło właśnie dziś.Moja sąsiadka bardzo wulgarna i agresywna osóbka wyładowała na mnie całą swoją frustrację. Nie wiedziałam czy mam jej współczuć czy zacząć przemawiać do niej jedynym językiem jaki jest wstanie zrozumieć($##%&)…………….Zastanawiam się czy potraficie reagować na takie sytuacje i jak sobie radzicie powiedzcie proszę może na przyszłość będę mądrzejsza o wasze doświadczenia
Nic nowego w moim życiu chociaż w przyrodzie i owszem…Ptaszki ćwierkają,koty miauczą,psy wyją żałośnie ,a cała ta zgraja rozmnaża się bezczelnie i gdzie popadnie ,po prostu wiosna,cholera jedna znowu przyszła ja co roku ,ku radości ptasząt i rozpaczy starych panien.I wiecie co ,lubię ten okres radosnego niepokoju ,który towarzyszy wszystkiemu w koło.Ten czas ta powtarzalność jakoś mnie pokrzepia ,napawa spokojem i poczuciem bezpieczeństwa, daje mi pewność ,że chodź by nie wiem co,to nadejdzie wiosna będzie ciepło a kolejne pokolenia znów zachwycą się poezją i piosenkami Grechuty .
Nic nie na to nie poradzę ,że nie jestem dobra w organizacji życia rodzinnego,a już zupełnie mi nie wychodzi część administracyjna tegoż życia.Nie pamiętam o rachunkach,datach terminach,planach bieżących i co tam jeszcze dobry Bóg nam na drodze ustawił.Co innego mój mężuś ;no po prostu osobisty organizer przenośny -nigdy nie zapomni(a jeśli nawet to przeze mnie)nigdy nie pokręci (a jeśli nawet to patrz nawias wyżej) ,no i dobrze chyba tak jest lepiej prawda?Nie rozumiem tylko dlaczego nie odnosi się to do dat dotyczących członków rodziny.Weźmy na przykład walentynki,jak myślicie ,co się wydarzyło?NIC, nic się nie wydarzyło bo NIKT o nich nie pamiętał.Tak to już bywa w damsko -męskich związkach ,najpierw jesteśmy najważniejsze, później wypierają nas koledzy ,kumple z wojska .Nie powinno zatem nikogo dziwić ,ze prezent na walentynki kupiłam sobie sama, potrójny:od męża,bo zapomniał ,od siebie ,bo nie zapomniałam,a poza tym lubię siebie i od męża bo zapomniał ,a nie powinien. A co tam:)